NASZE INSPIRACJE to baza tytułów książkowych, komiksów, filmów, muzyki, które polecają goście Liceum Kreacji Gier Wideo. Internetowy katalog wybitnych dzieł sztuki powstaje na bazie subiektywnych opinii wykładowców i twórców. Poniższe zestawienie to streszczenie cyklicznych zajęć pn. "Moja dziesiątka". Zadaniem autorytetów ze świata kultury i sztuki jest omówienie dziesięciu najważniejszych tworów kultury, które wpłynęły na rozwój ich świadomości. Opiekunem cyklu jest dr Łukasz Androsiuk, ludolog, członek Polskiego Towarzystwa Badania Gier, zajmuje się teorią/filozofią kultury mediów ergodycznych i nieergodycznych ze szczególnym uwzględnieniem gier komputerowych w ich wymiarze epistemologicznym oraz estetycznym.

 

 

Nie masz pomysłu? Sięgnij po NASZE INSPIRACJE

 


Maciej Szcześnik 

Lista moich wybranych dziesięciu tekstów kultury najpewniej w znacznym stopniu różni się od podobnych zestawień innych zaproszonych do tego projektu osób. Łatwo można się domyśleć, że ważną rolę w moim ukształtowaniu miały najróżniejsze gry, nie tylko komputerowe. Pierwszy komputer (Amigę 500) miałem w podstawówce, zdaje się, że w czwartej lub piątej klasie. Telefon komórkowy znacznie później - dopiero w drugiej lub trzeciej klasie liceum. Facebook pojawił się, gdy byłem już po studiach. Dorastałem w małym miasteczku - Węgrowie. Mieliśmy bardzo zgraną paczkę przyjaciół. Każdy wolny czas spędzaliśmy razem na podwórku lub grając w najróżniejsze gry, a potem je przerabiając i tworząc własne.

1. Papierowe gry RPG

Postawiłem je na pierwszym miejscu, bo do dziś uważam, że miały największy wpływ na to, czym się teraz zajmuję. Zaczęliśmy grać z przyjaciółmi pod koniec podstawówki. Na wszystkie urodziny kupowaliśmy sobie nawzajem podręczniki i rozszerzenia. Każdy z nas był mistrzem gry w którymś z systemów. Ja prowadziłem Zew Cthulhu. Graliśmy dosłownie w każdym wolnym momencie. Bywało, że jechaliśmy w wakacje pod namiot i całe dnie spędzaliśmy na sesjach. Graliśmy w piwnicach, u czyjejś babci, u moich dziadków w stodole, generalnie wszędzie. Jeśli ktoś oglądał Stranger Things - to tak to mniej więcej właśnie wyglądało. Zdecydowanie byliśmy geekami, zanim stało się to modne. Uważam, że granie w papierowe RPG to jedna z najbardziej rozwijających wyobraźnię i twórczość rozrywek. Gorąco polecam każdemu, kto chciałby kiedyś projektować gry.

2. Opowiadania H.P. Lovecrafta

Czyli ojca horroru, jak czasem się go nazywa. Zacząłem czytać jego opowiadania głównie ze względu na Zew Cthulhu, który prowadziłem. Wsiąknąłem zupełnie i połknąłem chyba wszystko, co udało mi się kupić a potem też znaleźć w Internecie. Nawet na maturze wykorzystałem teksty Lovecrafta. Byłem (i ciągle jestem) jego miłośnikiem, mimo, że zdaję sobie sprawę, że był grafomanem. Oczywiście czytałem też inną fantastykę - Tolkiena, Lema, Gaimana, Dicka...

 

3. Magazyn “Magia i Miecz”

Wychodził średnio raz w miesiącu (często miewał opóźnienia). Zawsze czekaliśmy, kiedy wreszcie będzie w kiosku. Przy braku Internetu to było nasze okno na świat gier RPG i fantastyki w ogóle. Twórców czasopisma i autorów scenariuszy uważaliśmy niemal za bogów. W liceum bawiłem się w pisanie opowiadań SF i miałem już na koncie kilka scenariuszy, które podobały się moim kumplom. Stwierdziłem, że spróbuję napisać coś do Magii i Miecza. Wtedy też zarobiłem swoje pierwsze pieniądze (wierszówkę za teksty). Udało mi się opublikować kilka moich scenariuszy i tekstów. To doświadczenie bardzo na mnie wpłynęło, ponieważ zrozumiałem, że chłopak z małego miasteczka, też może coś napisać, stworzyć. Wtedy otworzyły się we mnie jakieś drzwi, których do dzisiaj nie zamknąłem. Uwierzyłem, że każdy może być twórcą, autorem. Musi tylko znaleźć dziedzinę, w której ma szansę być dobry. 

4. Gry makietowe

RPG nie były jedyną rozrywką, jaką mieliśmy - graliśmy także w inne rodzaje gier, m.in. w bitewniaki. Uważam, że miały na mnie kolosalny wpływ. W małym miasteczku żyje się spokojniej i ma się zwykle więcej czasu. Ma się też najczęściej mniej pieniędzy. Mnie i moich przyjaciół nie było zupełnie stać na oryginalne, ołowiane figurki (mieliśmy ich zaledwie kilka). Chcieliśmy jednak rozgrywać duże bitwy w Warzone. Zaczęliśmy sami tworzyć własne modele i makiety. Do tego celu posłużyły nam plastikowe żołnierzyki o odpowiednich rozmiarach (chińskiej produkcji), plastikowe opakowania po kakao, modelina, monety (stare złotówki były idealne na podstawki dla naszych figurek), a także części od różnych zabawek i modeli samolotów, czy czołgów. Dziś pewnie moglibyśmy dumnie powiedzieć, że robiliśmy kitbashing. Kiedyś nawet pokusiłem się o wyrzeźbienie modelu Eradicatora Cybertronicu z modeliny i wykonanie odlewu z plastiku roztopionego z chińskich żołnierzyków (nie wyszedł jednak najlepiej, a cała piwnica w bloku jeszcze przez kilka dni śmierdziała palonym plastikiem). Malowaliśmy te samoróbki farbkami do modeli (mieliśmy w mieście dwa, czy trzy sklepy z zabawkami, w których można było dostać modele i farby). Dla nas wyglądały jak małe dzieła sztuki. U moich dziadków, w jednym ze starych pomieszczeń gospodarczych zbudowaliśmy ogromną makietę - miała ponad 4 metry długości. Cała ta zabawa w figurki na pewno rozbudziła moje zamiłowanie do grafiki, które zostało ze mną do dzisiaj. Ponadto w liceum zaczęliśmy tworzyć własne systemy do gier bitewnych - były to moje początki tworzenia mechaniki gier. Jeden z tych systemów opublikowaliśmy w Internecie na stronach Valkiria Network, nazywał się Tempus Ignis. 

5. Gry karciane

Jeśli nie mieliśmy czasu na długą sesję, albo nie chciało nam się iść do moich dziadków, żeby grać w bitewniaki - wyciągaliśmy z szuflady Doomtroopera, naszą ulubioną grę karcianą. Sądzę, że pięknie ilustrowane karty Paula Bonnera również mocno rozbudziły moje zamiłowanie do grafiki i sprawiły, że nie tylko grałem na komputerze, ale zacząłem także bawić się 3D Studio Max. 

6. Gra komputerowa “Another World”

Była jedną z pierwszych gier, w które grałem na Amidze. Urzekła mnie grafiką, która chyba do dziś się nie zestarzała. Pamiętam, że graliśmy w nią razem z bratem - jedną planszę przechodził on, a kolejną ja. Nieco później dowiedziałem się, że autorem gry była jedna osoba - Eric Chahi. Oczywiście zapragnąłem tworzyć gry. Nie potrafiąc zupełnie programować, najpierw robiłem animacje 2d na Amidze. Potem, już w liceum dorwałem skądś edytor Click & Play, w którym zrobiłem swoje pierwsze gry. Jeszcze później robiłem “szufladowe projekty” we flashu. Były to głównie małe gierki... ośmieszające naszych nauczycieli. 

7. Gra komputerowa “UFO: Enemy Unknown”

Jako miłośnik gier bitewnych, nie mogłem przejść obok UFO obojętnie. Pierwsza część zrobiła na mnie olbrzymie wrażenie. Pchnęła mnie mocniej w kierunku SF. Na tyle, że zapragnąłem zostać pisarzem. Teraz myślę, że być może dzięki tej grze (i Master Of Orion) wybrałem studia z Fizyki - chciałem mieć naprawdę solidne podstawy do pisania tych wszystkich opowiadań SF. 

8. Gra komputerowa “Fallout"

Dzięki Falloutowi zakochałem się także w postapokaliptycznych i dystopijnych wizjach świata. Polubiłem też o wiele mocniej Cyberpunka 2020, którego prowadził mój przyjaciel Michał Pieńkowski. Sama mechanika gry Fallout także została w mojej pamięci i do dziś preferuję walkę turową w grach RPG i grach bitewnych.

9. Gra komputerowa “The Elder Scrolls III: Morrowind”

Grałem we wcześniejsze gry z serii The Elder Scrolls (Arenę i Daggerfall), ale tak naprawdę dopiero Morrowind mnie zachwycił. Głównie chodziło o wolność, swobodę poruszania i całą tę masę zadań pobocznych. Nie mam pojęcia ile godzin zajęło mi jego ukończenie (było to już na studiach). Na pewno Morrowind miał wpływ na to, że dzisiaj robię gry, a nie piszę opowiadania SF. 

10. Film “Władca Pierścieni”

Każde pokolenie ma swój film. Mój brat miał Gwiezdne Wojny, Obcego i Blade Runnera (jestem fanem wszystkich trzech). My mieliśmy Władcę Pierścieni. Byłem na studiach, gdy się ukazał. Wrażenie z oglądania tych ogromnych bitew, zobaczenia “żywych” orków, goblinów, trolli, krasnoludów, elfów, czarnych jeźdźców i Saurona było olbrzymie. Graliśmy wtedy w Warhammera i czasem w Śródziemie, co jeszcze potęgowało efekt. Mogę to porównać chyba tylko do wrażenia jakie na dziesięcioletnim Maćku - miłośniku dinozaurów wywarło najpierw zobaczenie prawdziwego szkieletu tyranozaura w Muzeum Ewolucji PKiN, a następnie obejrzenie Parku Jurajskiego tego samego dnia.  


 

Feedback